Pragnienie Piękna 01 Pragnienie Piękna 02 Pragnienie Piękna 03 Pragnienie Piękna 04 Pragnienie Piękna 05 Pragnienie Piękna 06 Pragnienie Piękna 07 Pragnienie Piękna 08 Pragnienie Piękna 09

Jesteś tutaj: Strona głównaUmysł i dusza Czas i czasy

Czas i czasy
(czwartek, 2012-11-29 12:25:03)

Trzydzieści lat temu na ekranach kin pojawił się dokumentalny film 'Koyaanisqatsi'. Początkowe sekwencje, ukazujące przepiękne, magiczne krajobrazy, nieskalane ingerencją człowieka, w dalszej części zostały brutalnie skonfrontowane z widokami wielkich miast z ich słupami wysokiego napięcia, dymiącymi kominami fabryk, wszechobecnymi reklamami, ulicznymi korkami i ciągłym pośpiechem.

W języku Indian Hopi ko.yaa.nis.qatsi oznacza wariackie, niespokojne życie, egzystencję zaprzeczającą prawom natury i wrodzonym predyspozycjom rodzaju ludzkiego. W latach 80. był to głos wołającego na puszczy. Świat przeżywał wówczas fascynację kulturą yuppie. Miliony mieszkańców wielkich miast żyły w szalonym pędzie, chlapiąc kawą na wynos, tak jakby najlepszym sposobem na życie było szybkie i maksymalnie bezrefleksyjne dobiegnięcie do śmierci. Liczy się prędkość, a nie trwanie, narzekał prof. Zygmunt Bauman w swojej książce 'Płynne życie'.

Z czasem wyszło na jaw, że prędkość ma swoje granice. Concorde już szybciej nie poleci, a olimpijczycy nie wyśrubują bardziej wyników osiągniętych na igrzyskach. Na szczęście rodzaj ludzki ma szczególną zdolność adaptacji do nowych warunków. Zamknął więc szybką linię transatlantycką, zachwycił się igrzyskami paraolimpijskimi i zastąpił kawę w papierowym kubku zieloną herbatą z subtelną nutą owoców tropikalnych.



Współcześni dorośli, urodzeni i wychowani w biegu przez wiecznie zapracowanych rodziców, nie chcąc fundować swoim dzieciom podobnego losu, opuszczają miasta i wyprowadzają się na wieś, tworząc społeczność nowych wieszczan. Z czasem obowiązującą odpowiedzią na pytanie: jak żyć?, stało się: wolniej. Wbrew pozorom to jedno słowo zawiera wielkie bogactwo znaczeń. Jeśli żyjemy wolniej, żyjemy bardziej świadomie. Zauważamy znacznie więcej aspektów naszego istnienia oraz świata, który nas otacza. Starych nawyków nie da się jednak łatwo wykorzenić. Szafujemy naszym czasem tak beztrosko, jakby miał się nigdy nie wyczerpać.

Rok nieprzestępny liczy 8760 godzin, oblicza skrupulatnie Umberto Eco w 'Zapiskach na pudełku od zapałek'. Osiem godzin na sen, jedna na dźwignięcie się z łóżka i zabiegi toaletowe, pół godziny na rozbieranie się i postawienie na stoliku nocnym wody mineralnej, nie więcej jak dwie godziny na posiłki i mamy 4170 godzin. Czyli blisko połowę roku. A co z resztą?

'Płaci pan osiem i pół tygodnia', komunikuje kelnerka, przynosząc rachunek za śniadanie bohaterowi filmu 'Wyścig z czasem'. W przedstawionym tam fikcyjnym świecie czas jest walutą. Gdyby ktoś zaproponował nam wydanie całego urlopu i połowy dni świątecznych na jedno śniadanie, postukalibyśmy się w głowę. A czy wydalibyśmy blisko 60 lat na luksusowe auto? Praktycznie i tak to robimy. Wymieniamy nasz czas na pieniądze, za które możemy kupić nie tylko rzeczy, lecz często także zdrowie, urodę, a być może również dodatkowe lata życia. Czas ma swoją cenę, a my mamy tego świadomość.

Czasami tylko przegląd minionego lub mijającego właśnie roku może być niemiłym zaskoczeniem. Możemy bowiem odkryć, że pędziliśmy jak wariaci przez 12 miesięcy, goniąc kredyt, budowę domu, kursy akcji, remont kuchni lub zmierzając do wymarzonej wagi, która powinna być 5 kilo mniejsza od aktualnej. I nawet pamiętamy dokładnie, jak obiecywaliśmy sobie, że jeszcze tylko tę jedną sprawę załatwimy i wtedy będziemy chwytać dzień i żyć pełnią życia. No, ale jakoś się nie złożyło i podsumowanie smętnie wykazuje, że spędziliśmy kolejny rok równie efektywnie jak w poczekalni u dentysty.

Wartością samą w sobie musi stać się droga, a nie cel. Ciesząc się drogą, zacznijmy się rozglądać na boki, a wówczas być może odsłonią się przed nami zupełnie nowe horyzonty. Wolniejsze życie może stać się synonimem pięknego życia, o ile damy sobie na nie szansę. Nie chciałabym ponuro krakać, ale to może być ostatni dzwonek. Europejscy ekonomiści z coraz większą zazdrością podpatrują dynamicznie rozwijające się gospodarki azjatyckie i lada chwila może się okazać, że znów jesteśmy w siodle i kłusujemy w gangnam style ku mgliście rysującej się przyszłości.

Tekst: Elżbieta Olechowska
Rysunki: Justyna Domaradzka

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zgoda

Strona główna O nas Redakcja Regulamin

Wszystkie prawa zastrzeżone 2012 - Strefa Ciało Sp. z o.o. komandytowa

Kopiowanie oraz publiczne wykorzystywanie artykułów, materiałów ilustracyjnych lub elementów graficznych publikowanych i użytych w serwisie bez zezwolenia zabronione na podstawie ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.